O PRZEMYŚLU I KRESACH - przewodnicy Przemyśl

Idź do spisu treści

Menu główne:

O PRZEMYŚLU I KRESACH


Przemyśl - przestrzeń otwarta

     To nowa koncepcja otwartego na turystów, gości i inwestorów miasta. Wpisuje się w szerszą wizję całego województwa. Podkarpacie postrzegane jest przez przybyszów z zewnątrz przez bezkres Bieszczadów, otwarte przestrzenie ciągnące się hen daleko. To kresy dawnej Rzeczypospolitej.
Przemyśl położony jest w wyjątkowym miejscu. Leży nad rzeką San, do której wpada prawy jej dopływ - Wiar. Rzeka wypływa z pasm Gór Słonnych, które przez niektórych przewodników uważane są już za Bieszczady. Pod Przemyślem Wiar tworzy szeroką dolinę, tworząc naturalny i dogodny szklak komunikacyjny. To jest Brama Przemyska, która łączy nizinną Kotlinę Sandomierską z Bieszczadami. Przez Bramę Przemyską od wieków wędrowali kupcy, pielgrzymi, ludy szukające schronienia (np. Madziarzy w IX wieku), ale także watahy łupieżców oraz obce armie. Gród przemyski miał sporo profitów z otwarcia na świat, ale musiał stawiać czoło niebezpieczeństwom. Dlatego od wieków fortyfikował się. Powstał średniowieczny zamek za czasów Kazimierza Wielkiego, mury obronne, umocnione klasztory, twierdza pierścieniowa z okresu I wojny światowej, bunkry Linii Mołotowa podczas II wojny światowej. Militarne budownictwo nie hamowało rozwoju miasta, wręcz przeciwnie. W czasach staropolskich Przemyśl zamknięty był murami miejskim, ale posiadał cztery bramy, przez które wpuszczano gości i kupców. Miasto zaprosiło osadników żydowskich. Wkrótce stanowili 30 %  ogółu mieszkańców. Żyli tu także Rusini, nazywani później Ukraińcami. Miasto otwarte godziło trzy kultury, religie i narody. Mimo zamknięcia, wynikającego z zagrożeń, było otwarte na nowe idee, ludzi różnych wyznań i narodów, inwestorów z Niemiec, architektów z Włoch, osadników z Hiszpanii, Szkocji.
     Drugi raz Przemyśl został zamknięty w drugiej połowie XIX wieku. Austriacy wybudowali wtedy pierścieniową twierdzę I klasy. Miasto opasały dwa szczelne pierścienie obronne. Nie spowodowało to zahamowania rozwoju i zamknięcia grodu na świat. Wręcz przeciwnie, miasto rozrosło się kilkukrotnie, zwiększyło dziewięciokrotnie liczbę ludności. Do Przemyśla doprowadzono dwie linie kolejowe, dzięki którym mieszkańcy mieli bezpośrednie połączenie z Krakowem, Lwowem i Budapesztem. Przewodnicy przemyscy uważają, że gdyby nie budowa twierdzy, nigdy nie powstałaby kolej galicyjsko-węgierska. Nigdy przedtem nie przyjeżdżało do Przemyśla tylu gości i inwestorów. Dla przykładu z Czech przybył Wincenty Swoboda, który założył pierwszą w Galicji wytwórnie fajek. Dzisiaj, dzięki niemu, Przemyśl to zagłębie fajkarskie Polski. Kwitło życie kulturalne, restauracje tętniły życiem nocnym, hotele były pełne turystów. Wydany został przewodnik po Przemyślu.
     Trzeci okres otwarcia miasta trwa dzisiaj. Mimo bliskości szczelnej, unijnej granicy z Ukrainą, która kojarzy się z koniecznością posiadania paszportów i biurokratycznymi procedurami, przybywa do miasta duża ilość kupców ze wschodu. Turystów przyciągają liczne i cenne zabytki, ale także bliskość przejścia granicznego w Medyce. Stąd najłatwiej dotrzeć do Lwowa i w Bieszczady. To dogodna „brama” otwarta dla przyjezdnych. To przestrzeń otwarta.
Przewodnicy przemyscy i miasto Przemyśl zapraszają.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________

Przemyśl mnie zachwycił – relacja z podróży

     Zwiedziłam go jesienią 2013 roku uczestnicząc w wycieczce do Lwowa. Jeżeli ktoś z was planuje odwiedzić Lwów to najlepszą bazą wypadową jest właśnie Przemyśl, gdyż leży 10 km od przejścia granicznego w Medyce. Wycieczkę do Lwowa zorganizowało Biuro Podróży „Chortycia”, które specjalizuje się w wyjazdach na Ukrainę. Posiada ogromne doświadczenie, świetnych przewodników i pilotów. Wycieczka była udana, dlatego zostałam w Przemyślu dwa dni.
Pierwszym zabytkiem, który ujrzałam w Przemyślu, był dworzec główny. To chyba najpiękniejszy dworzec jaki kiedykolwiek widziałam. Hol główny przypominał pałac: złoto, sztukaterie, przeszklenia w sklepieniu i malowidła na ścianach. Ozdobny korytarz prowadził do poczekalni oraz do dawnej restauracji. Dworzec zwiedzałam dwa razy, najpierw sama, potem z przewodnikiem przemyskim. Od niego dowiedziałam się, że został wybudowany pod koniec XIX wieku, w miejscu wcześniejszego z 1860 roku. Wtedy doprowadzono do Przemyśla linię kolejową z Krakowa.
Przewodnika po Przemyślu znalazłam w internecie jeszcze przed moim przyjazdem i teraz z nim zwiedzałam ten tysiącletni gród.
     
Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od wzgórza zamkowego i zamku Kazimierzowskiego. Wybudowany został przez Kazimierza Wielkiego, przebudowany w XVI wieku za czasów Zygmunta Starego. Dzisiaj należy do teatru „Fredreum” - najstarszego amatorskiego teatru w Polsce. Turyści mogą wspiąć się na dwie baszty, skąd roztacza się imponujący widok. My odwiedziliśmy głębokie lochy pod basztami, wykopane przez jeńców krzyżackich spod Grunwaldu. Na dziedzińcu podziwialiśmy relikty przedromańskich budowli: rotundę czyli owalny kościół i pallatium czyli prostokątny pałac księcia przemyskiego. Archeolodzy datują ich powstanie na czasy Bolesława Chrobrego.
Następnie poszliśmy do katedry rzymskokatolickiej z XV wieku. Podobały mi się drzwi wejściowe wykonane z brązu. Jakże wielkie było zdziwienie, kiedy przewodnik poinformował, że są współczesne. Wnętrze świątyni kryło piękno różnych epok. W prezbiterium dominował gotyk, w nawach barok. Bazylika archikatedralna to sanktuarium. Czczona jest tam figura Matki Bożej Jackowej, wierni modlą się do błogosławionego Jana Balickiego i oddają się wstawiennictwu św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara. Przed jego relikwiami, które spoczywały w kaplicy Fredrów, modlił się papież Jan Paweł II. Wyszliśmy z bazyliki i godzinę czasu zwiedzaliśmy Muzeum Archidiecezjalne. Wyszliśmy oszołomieni, nie zdawałam sobie sprawy, że sztuka sakralna może być tak piękna, subtelna i bezcenna jak np. cztery gobeliny z Mediolanu z XVIII wieku. Obok katedry stał najwyższy budynek w Przemyślu – Wieża Katedralna. Podziwiałam z niej jeden z najpiękniejszych widoków miejskich w swoim życiu. Wyobraźnię pobudzały potężne szklane tarcze zegarów oraz stare dzwony.
Będąc w Przemyślu nie można pominąć drugiej katedry, która należy do grekokatolików. Znajdowała się na drugim końcu ulicy katedralnej. Pokonaliśmy monumentalne schody, z których spoglądały na nas posągi wschodnich proroków, minęliśmy ogromną dzwonnicę z jeszcze większymi rzeźbami śś Olgi i Włodzimierza i stanęliśmy przed ikonostasem. Zauroczył nas swoją wielkością, barokowym detalem i kolorystyką. Cerkiew katedralna to tak naprawdę dawny kościół adaptowany na wschodni obrządek. Był ogromny, bo wybudowany przez jezuitów. Przekazany został grekokatolikom przez papieża Jana Pawła II, o czym informują tablice w języku polskim i ukraińskim.
Przemyśl słynie z dzwonów. Działa tutaj ludwisarnia słynnej rodziny Felczyńskich, która tworzy dzwony według starej, XIII-wiecznej receptury. Przewodnicy przemyscy twierdzą, że przemyskie dzwony rozbrzmiewają  na całym świecie. Dzieje ludwisarstwa poznaliśmy w Muzeum Dzwonów i Fajek – jedynym w Polsce. Przed ławeczką-fajeczką robiliśmy zdjęcia.  Przemyśl to zagłębie fajkowe Polski. Działa tu najwięcej zakładów produkujących fajki. Przewodnik zaproponował odwiedzenie ludwisarni i zakładu fajkowego, ale nie mieliśmy tyle czasu. Trzeba przyjechać jeszcze raz.
W trakcie zwiedzania Przemyśla byliśmy jeszcze w kilku barokowych świątyniach. Zapamiętałam ambonę w kształcie łodzi Piotrowej w kościele karmelitów. Zaskoczył nas kościół franciszkanów ogromną ilość zdobień w rokokowym stylu oraz wspaniałymi freskami.
Sercem każdego miasta jest rynek z ratuszem i kamienicami. W Przemyślu nie ma ratusza, ale rynek jest niezwykły. Pochyły, wyłożony kamieniami rzecznymi, porośnięty dziwnymi lipami i otoczony z trzech stron kamienicami. Przewodnik oprowadził nas po wnętrzu kamienicy, w której było urządzone Muzeum Historii Miasta, a potem zabrał nas do piwnic pod Rynkiem. Tam biegnie kanał ściekowy, który ma być łącznikiem podziemnej trasy turystycznej.
Na zakończenie robiliśmy zdjęcia przed figurą Szwejka. Przewodnicy ostrzegają, że w obecności Szwejka należy się zachowywać spokojnie, bo siedzi na skrzyni amunicyjnej. Ktoś złapał go za uszy, aby mu je wykręcić i wtedy pojawili się żołnierze z cesarko-królewskiej armii. Aresztowali go pod zarzutem szpiegostwa. Nie posiadał zezwolenia na przebywanie w Twierdzy Przemyśl. Zresztą nikt z naszej grupy nie miał tego dokumentu. Ja na szczęście uszłam cało z tej opresji. Przekonałam się, że  nie sposób poznać Przemyśla w dwa dni. Miasto otoczone jest dwoma pierścieniami fortów twierdzy z okresu I wojny światowej, których zwiedzanie zajmuje co najmniej jeden dzień.

Na pewno jeszcze wrócę do Przemyśla.
___________________________________________________________________________________________________________________________________________

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego